środa, 4 czerwca 2008

Sprawa RCC

Robert ma niewiele ponad trzydzieści lat. Niewysoki, krępy brunet, w trakcie habilitacji, nalewa herbaty do porcelanowych filiżanek. Siedzimy przy stole, w tle - Mozart w wykonaniu orkiestry jazzowej. – Mam coś, co mogłoby panią zainteresować. Międzynarodowa firma, która ma duży wpływ na relacje społeczne i polityczne w wielu krajach. Ładnych parę lat temu w interesujący sposób poradziła sobie z konkurencją, właściwie eliminując ją z rynku. W całej sprawie ważny był – to dość ciekawe - prywatny list pracownika tej firmy. Jaka to firma? RCC.
Autor listu to Grzegorz N. Wiadomo o nim niewiele; zresztą o całej sprawie nigdy nie pisano zbyt dużo. Autorem jedynej obszerniejszej publikacji jest pewien Włoch, G. Nie zgadza się na spotkanie ani na podanie nazwiska, ale przez telefon udziela mi kilku wskazówek.

Syn dyrektora

Grzegorz N. był synem jednego z wysoko postawionych pracowników firmy RCC na placówce w Turcji. Główna siedziba RCC znajdowała się oficjalnie we Włoszech, chociaż były pewne sygnały wskazujące na jej izraelskie powiązania. Grzegorz po studiach wyższych nie skorzystał z propozycji wyjazdu na zagraniczne stypendium; został w kraju i pracował naukowo. Niedługo potem ożenił się, porzucił dotychczasowe zajęcie i przy pomocy ojca oraz brata pracującego już na stanowisku kierowniczym w Kayseri dostał się do RCC. Został dyrektorem jednej z regionalnych placówek - Nevşehir.

W Polsce tematem zajmuje się Marta. G. podaje mi do niej numer; mam powołać się na niego. Dzwonię. Włoskie nazwisko wspomniane na początku rozmowy skutkuje propozycją spotkania. Jadę do Warszawy.
- Tak, list był nieoficjalny, ale mimo tego został wykorzystany w konflikcie dwóch politycznie istotnych firm: RCC i ARC .
Siedzimy w kawiarni, na stole obok filiżanek po kawie i popielniczki leży gruba teczka. W teczce – cała dokumentacja Marty.
Marta firmą RCC zainteresowała się na studiach. Ukończyła nawet szkolenie, a później za czyimś – nie zdradza, czyim - pośrednictwem trafiła na sprawę Grzegorza N. Pisała o nim kilka razy.
-Wiesz, jak działa RCC? – pyta. - Musisz to zrozumieć, jeśli chcesz zajmować się tym listem.

Międzynarodowa korporacja

RCC to firma funkcjonująca na wielu światowych rynkach pracy. Mimo kilku kryzysów związanych z utratą zaufania klientów wciąż istnieje, a jej notowania wzrastają. W Polsce szkolenie kończy rocznie ponad sto osób. Poza administracją, doradztwem i negocjacjami firma rozpoczęła działanie na polu medialnym. Organizuje też konferencje, szkolenia oraz warsztaty tematyczne dla różnych grup zawodowych. Bardzo istotne jest to, że współpracuje z rządami wielu państw.

- Dlaczego Grzegorz? Zainteresował mnie jego charakter – Marta zaciąga się papierosem, zerka przez okno. – Z jakiego powodu taki facet został nagle dyrektorem? Administratorem? Przecież on się do tego nie nadawał, pracował naukowo, wolał siedzieć sam z książkami, niż spotykać się z ludźmi. Prawdopodobnie udało mu się przez poparcie ojca i brata, pracowali z ramienia RCC na kierowniczych stanowiskach. Ale to oznacza, że był naprawdę dobry, przecież oni ich sprawdzali, nie można mówić o protekcji. Po pięciu latach od objęcia fotela dyrektora został oskarżony o defraudację i zwolniony ze stanowiska. Ale to było takie zwolnienie ideologiczne - zmieniała się władza. Grzegorz wyjechał z kraju. Pracował dalej dla RCC, jeździł w charakterze obserwatora, wizytatora i negocjatora. Był w Afryce Północnej, w Syrii, w Izraelu. To pokazuje, że był cenny dla firmy. W końcu po dwóch latach nastąpiła kolejna zmiana w rządzie i N. wrócił do Turcji; objął poprzednie stanowisko.
O współpracy RCC i grup rządzących Marta nie chce mówić za wiele. Daje mi numer do Marcina. Skoro jest już pani w Warszawie, proszę spróbować się z nim spotkać. On wie więcej niż ja.

Marcin nie chce ze mną rozmawiać. Owszem, pisał o tej kwestii, ale obecnie się tym nie zajmuje. I raczej nie będzie mógł mi pomóc. Z innego źródła wiem, że dalej zajmuje się tą sprawą. Pytam, czy może mnie skierować do kogoś, kto opowie mi więcej o powiązaniach RCC. Nie przypomina sobie nikogo, kto mógłby udzielić mi jakichkolwiek informacji.

Po dłuższych poszukiwaniach trafiam na nowe nazwisko. Tomek jest z Krakowa. Chętnie zgadza się na spotkanie. Jest tłumaczem - cztery lata temu dostał zlecenie na przekład listu Grzegorza N.

Powiązania

- Kiedy tłumaczy się czyjeś teksty, bardzo ważne jest, żeby mieć kontakt z autorem. Podczas przekładu pojawia się wiele pytań, wątpliwości – siedzimy w biurze Tomka, przed nim stos zadrukowanych kartek, pokreślonych kolorowymi cienkopisami; margines tej z wierzchu pełen znaków zapytania, wykrzykników i odręcznych uwag. Dookoła porozkładane słowniki, fiszki zapisane w różnych językach. – Dostałem list do tłumaczenia, kiedy Grzegorz już nie żył. Dlatego musiałem się zainteresować jego życiem, pracą, wszystkim, co pomogłyby w tłumaczeniu. Od osoby Grzegorza trop prowadził do międzynarodowej firmy - RCC. Im więcej szukałem, tym ciekawsze rzeczy wychodziły. Powiązania. Współpraca z różnymi placówkami dyplomatycznymi. A wie pani, że skutki tego konfliktu, przy którym tak się przydał list Grzesia, mają wpływ na kształt dzisiejszej rzeczywistości? Nie tylko polityczny, także społeczny.
Jak współpracowała z rządami firma RCC? Na zasadzie kuźni kadr. Dostarczała dobrze wyszkolonych doradców, administratorów, negocjatorów; pozostawali pracownikami firmy, która ich wyszkoliła, i jednocześnie pełnili różne funkcje dyplomatyczne. Kiedy ich usługi przestawały być potrzebne, wracali do firmy, która wysyłała ich w inne miejsce. Tak właśnie było z Grzegorzem; pięć lat po objęciu stanowiska na placówce w Nevşehir, kiedy zmieniła się opcja rządząca, został oskarżony o defraudację i usunięty ze stanowiska, które objął pracownik konkurencyjnej firmy ARC.

Grzegorz poproszony o wyjaśnienie swojego postępowania zaprzeczył stawianym mu zarzutom; potem napisał list. Zawarł w nim zasady funkcjonowania swojej firmy; takie podstawy, jakby – no nie wiem – misja RCC. I nie wprost skontrastował to z działaniami ARC; opisał swoje wątpliwości związane z pewnymi radykalnymi rozwiązaniami, które ARC podjęła na rzecz polityki otwartości na potrzeby pracowników.

Konkurencja

ARC, mniejsza od RCC, była najpierw jej filią, ale kilku pracowników na wyższych stanowiskach weszło w konflikt z głównymi, włoskimi władzami RCC. W rezultacie powstała nowa firma, ARC, bazująca na modelu wypracowanym przez RCC, jednak wprowadzająca zmiany, które miały kolosalne znaczenie dla dalszego rozwoju obu firm. ARC postawiono zarzut nieuczciwej konkurencji; nie stało się to od razu, wielokrotnie próbowano negocjacji, które za każdym razem kończyły się fiaskiem. Podstawa działania ARC była taka sama jak RCC: szkolenie pracowników na poziomie doradztwa, negocjacji oraz administracji i zarządzania. Cel - inny.
Na pożegnanie Tomek podaje mi zanotowany na małej fiszce do połowy zapełnionej grecką czcionką numer. - W Polsce dość prężnie działa grupa RCC. Robią dużo dobrego. Ale niech pani spyta rzecznika o defraudację Grzegorza.

Oficjalne stanowisko

Rzecznik prasowy krakowskiego oddziału RCC, Robert: - Do firmy może się starać dostać każdy: oczywiście są określone warunki wstępne, bez których spełnienia nie ma mowy o szkoleniu czy, później, pracy; jak wszędzie, najpierw jest rozmowa kwalifikacyjna, po niej – odpowiednie szkolenie. Stanowiska kierownicze z reguły są przeznaczone dla osób mających predyspozycje, określone w specjalnym statucie. Po pierwszym szkoleniu pracownik obejmuje niskie stanowisko; co pewien czas zmienia oddział, kierownictwo ma możliwość się przekonać, w jakim środowisku funkcjonuje najlepiej. Po pewnym czasie – wiele zależy od konkretnego pracownika – następuje awans. Jeśli pracownik sprawdza się w dalszym ciągu, firma oferuje kolejne szkolenia, które umożliwiają dostęp do stanowisk kierowniczych.
ARC - to była próba podważenia wiarygodności naszej marki; zdarzało się, że pracownicy ARC podszywali się pod naszych, co rodziło nieustanne konflikty; negocjacje nie pomagały i w końcu sprawa została rozwiązana na drodze prawnej.
List Grzegorza N.? To była dość głośna sprawa, rozstrzygnięto ją chyba na ogólnym zjeździe władz RCC – takie zjazdy odbywały się w przypadku trudności, które mogły zaszkodzić firmie i których regionalne, a potem krajowe oddziały nie mogły same rozwiązać. Grzegorz N. był pracownikiem, który nie miał predyspozycji administracyjnych na wysokim poziomie: zanim zaczął pracę w RCC, był pracownikiem naukowym, bardzo dobrym zresztą. Cechowało go kreatywne myślenie, był podobno świetnym obserwatorem, do tego człowiekiem bardzo systematycznym. Co było w liście? Ten list był prywatny, ale został użyty publicznie, ponieważ zawierał szczegółowo omówione zasady funkcjonowania RCC – bardzo przydatna rzecz, wciąż się stosuje te zasady, chociaż trochę czasu już minęło. No i pozwolił przełamać kryzys związany z ARC.

Na pytanie o zarzut defraudacji postawiony Grzegorzowi Robert na chwilę milknie, później zaczyna przeglądać dane w komputerze. Nie chce mi ich udostępnić, zasłania się tajemnicą zawodową. Kilka faktów mogę pani podać – mówi w końcu. - Było podejrzenie defraudacji, ale wiązało się ono ze zmianą rządu, który reprezentował opcję polityczną niekorzystną dla RCC z różnych względów. Rządzącym było bardziej na rękę zatrudnić kogoś ze swojej opcji, bliżej im było do tego, co robiła ARC, dlatego w miejscach zależnych od rządu albo w instytucjach rządowych, które obsługiwali nasi pracownicy, zaczęto zwalniać naszych pod różnymi zarzutami, i zatrudniać ludzi z ARC. Grzegorzowi nic nie udowodniono, został ponownie wybrany dyrektorem w Nevşehir, kiedy po dwóch latach nastąpiła kolejna zmiana w rządzie. Na krajowym zebraniu rok później został delegowany jako wizytator do jednego z okręgów tureckich.
Pytam o sytuację w Polsce. – Tutaj ARC nie działała tak, jak w Turcji; obecnie jest jedna mała filia w Gorzowie Wielkopolskim, ale oprócz niej wszystkie zostały zamknięte. Za to RCC rozwija się od czasu założenia pierwszej placówki w Gnieźnie. Oddziały są w większości miast, w Polsce jest też kilka specjalnych ośrodków szkoleniowych.

Na jednej ze stron internetowych trafiam na europejskie statystyki: RCC we Francji przestała mieć znaczenie na rynku; podobnie w Niemczech, gdzie pracownicy w dużej liczbie składali rezygnacje – RCC zaczęła cierpieć na ich brak. W Polsce chętnych nie brakuje; często zdarza się, że polscy pracownicy są wysyłani na kontrakty zagraniczne.

Propozycja

Ponownie odwiedzam Roberta, mojego pierwszego informatora. Proszę go o zweryfikowanie kilku faktów; wszystko się zgadza. Okazuje się, że wiedział o wiele więcej, niż udało mi się z niego wydobyć podczas naszej pierwszej rozmowy.
- Chciałem, żeby się pani sama tym zajęła. Gdybym podał pani wszystkie fakty, historia nie byłaby taka ciekawa. Dotarła pani do wielu istotnych rzeczy. Czy będzie się tym pani dalej zajmować? Możemy współpracować.

I uśmiecha się, nalewając mi herbaty i poprawiając koloratkę, kiedy oświadczam, że z przyjemnością będę z nim współpracować podczas pisania pracy (magisterskiej) o RCC ( Roman-Catholic Church) i jednym z jego najlepszych pracowników, Grzegorzu z Nyssy ( dzisiaj Nevşehir).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz