piątek, 17 kwietnia 2009

Instytut Problemów Narodowych

Najczęściej kojarzony z lustracją, teczkami i politycznymi rozgrywkami. Powstał w 1999r. Mimo dziesięciu lat działania niewielu Polaków wie, czym naprawdę zajmuje się Instytut Pamięci Narodowej.

Medialna lekcja

Wszyscy wiedzą z telewizji, że IPN zajmuje się historią. Zdania są jednak podzielone w kwestii sposobu tego zajmowania się: nie do końca wiadomo, czy to jej „odkłamywanie” – czy „zakłamywanie”.
Tytuły prasowe mówią same za siebie.
„Wyborcza” pośród kilku ostatnich artykułów o IPN zamieściła zatytułowane: „IPN-owi szkodzi atakowanie Wałęsy” czy „Janusz Kurtyka kontratakuje teczką «Alka»”. Medialny przeciwnik „Wyborczej” – „Dziennik” tytułował teksty: „Kwaśniewski: nie byłem «Alkiem» IPN: byłeś”, „Żaryn: Wałęsa był współpracownikiem SB”.
Bardziej wyważone tytuły stosuje „Rzeczpospolita” („Kto chce zamknąć archiwa IPN”, „Jak Wałęsa dostał status pokrzywdzonego”); skrajne stanowiska zajmują: „NIE” („Instytutki”, „150 km pamięci narodowej”), „Polityka” („Zostało z SB”, „Narodowa czytelnia teczek”) czy „Gazeta Polska” („IPN nie zbierał haków”, „Atak na historyków IPN”).
Tytuły te nie dziwią opinii publicznej, która z zasady rzadko dziwi się czemuś z własnej inicjatywy. Nie dziwią też tych, którzy przyglądają się polskiej prasie uważniej – są potwierdzeniem obowiązujących linii programowych i doskonale oddają sympatie i antypatie związane z instytucją zajmującą się najnowszą historią i wyposażoną w uprawnienia śledcze.

Plusy (prawie) równe minusom

Sondaż dla programu „Forum”, wykonany przez TNS OBOP w kwietniu 2009r. pokazał, że 43% badanych negatywnie ocenia pracę IPN w roli lustratora twórców III RP. Pozytywnie o działalności wypowiedziało się 42%. Prawie równocześnie badania przeprowadziła Gfk Polonia: według nich 50% Polaków uważa, że IPN dobrze spełnia swoje zadania; przeciwnego zdania jest 41%.
Nie porównywano ocen z przynależnością polityczną.

IPN sam o sobie

„Do zadań Instytutu należy gromadzenie i zarządzanie dokumentami organów bezpieczeństwa państwa, sporządzonymi od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r., prowadzenie śledztw w sprawie zbrodni nazistowskich i komunistycznych oraz prowadzenie działalności edukacyjnej.” – czytamy na stronie internetowej IPN.

Obserwacje

O istnieniu IPN słyszał każdy dorosły Polak przy okazji lustracji księży, ekshumacji gen. Sikorskiego, a teraz - medialnej burzy wokół książki Pawła Zyzaka, kiedy IPN został wywołany do tablicy w związku z cudzą publikacją. Jednak niewiele osób orientuje się w działalności Biura Edukacji Publicznej Instytutu.

Tylko w kwietniu tego roku IPN organizuje na terenie całej Polski sześćdziesiąt cztery wystawy, dwadzieścia pięć warsztatów dla uczniów i nauczycieli, sto dziesięć różnego rodzaju spotkań, wykładów, prelekcji i lekcji.

Kontrowersje

Działalności Instytutu nieodłącznie towarzyszą kontrowersje. Nieodłącznie, ponieważ jednego elementu nie da się wyeliminować: jest nim człowiek, wyrastający w konkretnym środowisku, osadzony w historycznych realiach, dążący do swoich celów mniej lub bardziej uczciwie, sympatyzujący z określoną partią, opcją, organizacją, grupą interesu. Dlatego IPN przypomina naukowca, który wywołuje w laboratorium burzę z piorunami i w ten sposób uzupełnia okaleczony program edukacyjny. Do przyrodniczego zjawiska podejść obiektywnie i bez emocji jest łatwo: do historii najnowszej – trudno. Wciąż jeszcze żyją jej świadkowie, trudno przedstawić jedną wersję bolesnych dziejów powojennych i socjalistycznych.
Krytykując sposób ujawniania historii zawartej w aktach (casus Przewoźnika, Wielgusa, Kuronia, ostatnio Wałęsy) oskarża się IPN o wydawanie wyroków na podstawie dokumentów SB, które z zasady nie są obiektywne. Mówi się też o ryzyku związanym z bazowaniem na pamięci świadków: pamięć ludzka jest ulotna, a to, czego nie znajduje w swoich magazynach, potrafi podświadomie uzupełnić pod wpływem usłyszanych i przeczytanych słów. Nie zawsze prawdziwych.

[Publikowane w interia360.pl]

czwartek, 26 marca 2009

Chrześcijanie o pieniądzach

Kościołowi nie wypada mówić o pieniądzach – takie stanowisko prezentuje większość zabierających głos w publicznej dyskusji. Stawienie sprawy w ten sposób zniechęca chrześcijan do świadomego zajmowania się własnym budżetem. Skutki takiego postępowania są opłakane.

W 2000r. w Stanach Zjednoczonych Howard Dayton i Larry Burket założyli organizację o nazwie Crown Financial Ministries. To chrześcijańska inicjatywa, której celem jest pomoc w organizowaniu własnych finansów. Podstawą jest nauczanie Pisma świętego - o pieniądzach.

Skąd się biorą długi

Dayton i Burket poddali analizie zależności finansowe amerykańskich rodzin; przede wszystkim istotę oraz przyczyny zadłużania się. Wśród najczęstszych powodów znajduje się niewiedza, czyli brak umiejętności zarządzania pieniędzmi wynikający z krótkofalowego myślenia: „Jeśli czegoś chcę, muszę to mieć natychmiast”. Kolejną przyczyną jest niefrasobliwość, która stawia pod znakiem zapytania robienie oszczędności, by zrealizować konkretny zakup. Ostatni wymieniony powód to złe planowanie i brak kontroli nad wydatkami – konsekwencje braku prowadzenia pisemnego zestawienia wydatków i dochodów.

Do powstania długów prowadzą, według autorów programu, trzy wydatki: zakup mieszkania, samochodu oraz „spodziewane katastrofy”. Dayton ustalił, że udział wydatków na dom w budżecie nie powinien wynosić więcej niż 38%; w innym przypadku prowadzi do kłopotów finansowych.
Jeśli pary nie stać na mieszkanie, najczęściej w ramach kompromisu kupuje samochód. Nieprzemyślana decyzja i brak uwzględniania kosztów związanych z użytkowaniem samochodu prowadzą do zadłużenia większego, niż wynosi cena rynkowa samochodu po roku eksploatowania.
Trzecim wydatkiem prowadzącym do powstania długów są „spodziewane katastrofy” – czyli niespodziewane naprawy domu, wypadki czy kłopoty zdrowotne domowników - przez większość rodzin ignorowane do czasu ich wystąpienia.

Jak się ich pozbyć

Sposobem na uniknięcie długów jest sporządzenie i realizowanie budżetu domowego. Pisemny plan przychodów i wydatków pozwala racjonalnie rozplanować finansowe działania w kolejnych miesiącach.

„Nikt, kto ma zobowiązania finansowe nie jest wolny duchowo” – piszą autorzy na stronie internetowej projektu. Dayton podaje tam również opracowany przez siebie program dziesięciu kroków pozwalających wyjść z długów. Punkt pierwszy brzmi: „Módl się. Poproś Pana o wskazówki prowadzące do dnia bez długów.” Punkt ostatni: „Nie poddawaj się! Wyjście z długów to ciężka praca, ale wolność od zobowiązań jest warta tej walki.”

Dzieci i finanse

Innym ciekawym aspektem programu edukacji finansowej jest wychowywanie dzieci do umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi i rozsądnego planowania wydatków wraz z ponoszeniem konsekwencji swoich działań. Jednym z pierwszych „ćwiczeń” jest wręczenie dziecku potrójnej skarbonki: jedna część jest przeznaczona na wydatki, druga na oszczędności, trzecia – na jałmużnę. O jałmużnie autorzy strony mówią tak: „Wytłumacz dziecku, że dawanie związane jest z otrzymywaniem Bożego błogosławieństwa i wyraża nasze poddanie się Bożej woli. Postaraj się pokazać mu jak wykorzystywane są pieniądze, które oddajecie jako jałmużnę kościołowi. Warto, by dziecko miało okazję porozmawiać z osobami, które dostały wsparcie. Nawet jeśli nie będzie to łatwe, ta rozmowa może wywrzeć wpływ na całe jego późniejsze życie.”

Crown w Polsce

W 2008 r. Edukacja Finansowa Crown zaczęła funkcjonować w Polsce. Prawne możliwości działania organizacji stworzyła umowa o współpracy podpisana przez Ruch Nowego Życia oraz Crown Financial Ministries. Program zakłada współpracę ze wszystkimi, którzy chcą poznać, stosować i nauczać Bożych zasad zarządzania finansami.

sobota, 28 lutego 2009

Rosja. Wersja demo

Najgorszy z możliwych ustrojów (Arystoteles)

Demokracja: ustrój, w którym źródłem władzy jest wola większości obywateli. Na dodatek ta większość respektuje prawa mniejszości.

Demokracja parlamentarna: ustrój jak wyżej, zagwarantowany konstytucyjnie.
(Wyjątek – Izrael)

Demokracja liberalna (według Locke’a i Milla): prawo jest jawne, a rząd stosuje się do jego zaleceń, dając obywatelom sporo wolności: mogą swobodnie wypowiadać swoje poglądy, także niepopularne, mogą się równie swobodnie zrzeszać w różne grupy, unikając przy tym dyskryminacji ze względu na cokolwiek. Wybory są wolne i uczciwe.

Tradycja bizantyńska: demokracji mówimy stanowcze „Niet.”


Rok 1797: car Paweł I pisze: "Imperator Wszechrosyjski jest monarchą samowładnym i nieograniczonym. Posłuszeństwo należne Jego władzy najwyższej, nie tylko z bojaźni, ale i wobec sumienia, sam Bóg nakazuje".

Rok 1905: car Mikołaj II zapoczątkowuje zmiany ustrojowe w państwie, wydając pod wpływem delikatnych sugestii „manifest październikowy”. Obiecuje w nim poszanowanie dla podstawowych wolności obywateli, utworzenie rządu z premierem oraz dwuizbowy parlament.
Premier Stołypin, zanim zostanie zamordowany, wprowadzi represje dla opozycji.
Izba wyższa – Rada Państwa – jest powoływana przez cara. Izba niższa – Duma Państwowa – pochodzi z wyborów; pierwszą car rozwiąże już w 1905 roku. Dłużej przetrwa w trzecim składzie: są to w większości ludzie cara.

Podczas rewolucji lutowej car abdykuje na rzecz brata, z którego rąk - po jednym dniu - władzę przejmie Tymczasowy Komitet Dumy.

Tymczasowe próby zmiany ustroju


Po trzech dniach Tymczasowy Komitet ogłasza swój tymczasowy program: amnestię, demokratyczne wybory do Zgromadzenia Ustawodawczego, wolność prasy, swobodne działanie stowarzyszeń i partii politycznych, zniesienie kary śmierci.

Po sześciu dniach Tymczasowy Komitet dokonuje aresztowania rodziny carskiej.

W kwietniu wraca ze Szwajcarii Lenin, we wrześniu Tymczasowy Komitet ogłasza nowy, republikański ustrój. Na listopad są wyznaczone wybory. Partie demokratyczne wchodzące w skład rządu zostają rewolucyjnie zdominowane przez partię bolszewicką: władzę przejmuje Tymczasowy Rząd Robotniczo-Chłopski, czyli Rada Komisarzy Ludowych z Leninem na czele.

Powrót do tradycji


Trzy dni później Rada Komisarzy Ludowych ogłasza „Dekret o prasie”, czyli dekret o powrocie cenzury sprzed pół roku. Powstaje CzK, czyli organ represji politycznych, a powołany w wyniku wyborów parlament zostaje rozpędzony już po pierwszym zebraniu.

W grudniu 1922r. powstaje Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Pomysłodawcą są władze Rosyjskiej Komunistycznej Partii. By był widoczny krok naprzód w rozwoju ustrojowym, funkcję cara przejmuje sekretarz generalny z władzą wykonawczą i sądowniczą. Władza ustawodawcza nie ma takiego znaczenia, by ją przejmować.
Pierwszym szefem rządu ZSRR zostaje Lenin.

Nowoczesna tradycja: demokracja totalitarna

Trzy lata później, po śmierci Lenina oraz zastosowaniu kolektywizacji i terroru, ustrój republikański zmienia się samoistnie w demokratyczno-totalitarny. Stalin, gdy już zostaje dyktatorem, ma dostęp do nieograniczonej władzy i ważniejsze rzeczy na głowie, niż prosta zmiana ustroju.

Na cześć Stalina - trzy rzeczy na „S” : strach, oskarżenia o sabotaż i szpiegostwo.
Bohater związkowy: Morozow.

1936r.: nowa (stalinowska) konstytucja. Podejrzenie o sfałszowanie wyborów na Białorusi i Ukrainie trzy lata później jest bezpodstawne. Te wybory od początku były zaplanowane jako fikcyjne.

Stalin się mylił. Ale i w tym miał rację


W 1956 roku, trzy lata po śmierci Stalina, Chruszczow wytyka publicznie jego błędy. Pierwszy sekretarz Nikita nowelizuje kodeks karny, znosi terror i wprowadza nowe prawa pracownicze, jednocześnie każąc strzelać do strajkujących. Głosi hasło współistnienia dwóch systemów.

W 1964r., na skutek spisku, Chruszczow traci władzę na rzecz Breżniewa (który zasłynie z „polityki zastoju”).

W 1985r. władzę obejmuje Gorbaczow; próbuje wprowadzać demokrację, nie rezygnując z rządów partii. Uwalnia więźniów politycznych i łagodzi cenzurę, czym przyczynia się do pluralizmu partyjnego.

W republikach robi się gorąco – coraz głośniejsze są żądania praw narodowych. Pod koniec sierpnia 1990r. parlament pod dyktando Jelcyna zakazuje działalności KPZR. 8 grudnia Ukraina i Białoruś podpisują się pod aktem likwidacji ZSRR, a Jelcyn zostaje prezydentem Federacji Rosyjskiej. Niecałe trzy tygodnie później Gorbaczow podaje się do dymisji, czym kończy istnienie ZSRR.

Rosyjska kosmetyka: nie KGB, a FSB. Nie car, a prezydent.

Po rezygnacji Gorbaczowa, w grudniu 1999, funkcję prezydenta – zgodnie z nową konstytucją – zaczyna pełnić Putin, szef m. in. FSB, były pracownik KGB, „dyplomata” w NRD. Dwa razy zwycięża w wyborach prezydenckich, później zostaje premierem. Oskarżany przez politologów i dziennikarzy (skądinąd co jakiś czas skutecznie uciszanych) o postępujący autorytaryzm stara się wszelkimi sposobami zyskiwać zwolenników; nieprzekonanych informuje o swoim niezadowoleniu (Jukos). Wysłannicy Putina nadzorują działalność władz lokalnych.

Zorganizowana wokół Putina partia – Jedna Rosja –jako swój program polityczny podaje wspieranie jego inicjatyw.

Jak mówią rosyjscy dziennikarze - za Putina demokracja w Rosji kwitnie. W wersji demo.

wtorek, 17 lutego 2009

Potrzebni

„W mediach katolickich brakuje profesjonalizmu” - powiedział ks. Zygmunt Kosowski, dyrektor Wydawnictwa św. Stanisława BM. Dodał, że Kościół nad tym pracuje, tworząc nowe kierunki studiów, które wykształcą profesjonalnych dziennikarzy.

Mówił to podczas dyskusji panelowej "Kościół a media, media a Kościół", która toczyła się 16 lutego, w Centrum Jana Pawła II w Krakowie, przy okazji wydania nowej książki rzecznika krakowskiej kurii, ks. Roberta Nęcka. Oprócz ks. Kosowskiego i ks. Nęcka brał w niej udział Witold Bereś, producent filmowy, oraz Witold Gadowski - były dyrektor TVP Kraków. Dyskusję prowadził dziennikarz "Gazety Wyborczej" - Rafał Romanowski.

„Katolicki – czy po prostu: uczciwy?”

- zapytał Witold Gadowski . Zastanawiał się, czy zamiast o dziennikarzach katolickich nie należy zacząć mówić o dziennikarzach – katolikach, umiejących bez patosu pokazywać świat z punktu widzenia katolika, nie wykorzystując Jana Pawła II jako "dostarczyciela lidów". "Katolicki styl przeszkadza mi w przyjęciu treści" - powiedział.

Ks. Nęcek dodał, że Kościół zaprzepaścił szansę na utworzenie ogólnopolskiego katolickiego dziennika. Wszyscy jednak zgodzili się, że tworzenie takiego dziennika mijałoby się z celem: trafiałby tylko do niewielkiej, zadeklarowanej grupy wierzących.

Lepszym rozwiązaniem - według Witolda Beresia - jest upowszechnianie idei chrześcijańskich przez profesjonalne i wartościowe artykuły publikowane w istniejących mediach. Nie trzeba przy tym mówić wprost o Bogu. Wystarczy zamiast Dody, która stała się ikoną propagowanej przez media „kultury niższej” zaprosić do programu ludzi, którzy mają coś społecznie istotnego do powiedzenia.
To odstępstwo od modelu "dziennikarstwa katolickiego", które w podejmowanej tematyce nie wykracza poza sprawy wiary. "Nie można mówić o dziennikarstwie katolickim, tak, jak nie ma sensu mówienie o muzyce chrześcijańskiej" - powiedział ks. Kosowski.

Trzy zasady dobrego dziennikarstwa

Jakie powinno być dziennikarstwo uprawiane przez katolików? Według ks. Nęcka zakłada ono po pierwsze zgodność słów z czynami, co budzi zaufanie wśród czytelników. Po drugie, jego podstawą jest uczciwość i kompetencja - dzięki temu unika bylejakości. Po trzecie - dziennikarzem powinna kierować chęć udzielania się dla dobra wspólnego, nie tylko prywatnego. Rzecznik przypomniał też, że najniższym pułapem ewangelizacji jest propagowanie kultury.

Zadaniem dziennikarza-katolika jest nie tylko edukacja w kontekście wiary, ale propagowanie wartości, podnoszenie poziomu debaty publicznej, pogłębianie jej; poruszanie trudnych kwestii. W programach robionych przez wierzących dziennikarzy możliwe jest to, czego gdzie indziej się nie spodziewamy: da się przyprzeć polityka do muru i pytać go o głębsze kwestie, o prawdziwe poglądy, aż do obnażenia jego nicości lub wielkości - zgodzili się Bereś z Gadowskim.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Wtorek i niedziela

Władza prezydenta i wybory prezydenckie w USA i w Polsce. Komentarz do konstytucji (obu)


Żeby stać się prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej, wystarczy wygrać wybory i w odpowiednim momencie powiedzieć:
"Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji, będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem".

Wybory są bezpośrednie. W ostatniej turze - teoretycznie - głosują wszyscy.


Żeby stać się prezydentem Stanów Zjednoczonych, wystarczy wygrać wybory i mieć wolne 20 stycznia w południe, żeby powiedzieć:
"Ślubuję uroczyście urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych wiernie sprawować oraz konstytucji Stanów Zjednoczonych dochować, strzec i bronić ze wszystkich swych sił".

Wybory są pośrednie, a wybrani elektorzy mają ręce pełne roboty i kartek.


Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej; czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.

Prezydent Stanów Zjednoczonych sprawuje władzę wykonawczą.

Prezydent RP jest w czasie pokoju najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych RP.
W czasie wojny mianuje Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych. Robi to na wniosek premiera. Również na wniosek premiera zarządza mobilizację i użycie Sił Zbrojnych.

Prezydent Stanów Zjednoczonych jest głównodowodzącym armii i floty Stanów Zjednoczonych. Zdarza mu się także dowodzić policja stanową. Nie musi czekać na niczyj wniosek.

Może też żądać od każdego kierownika resortu pisemnej opinii w jakiejkolwiek sprawie, związanej z zadaniami jego urzędu.

Prezydent RP może za to nadawać ordery, tytuły, stopnie wojskowe i odznaczenia.

Mianuje też i odwołuje pełnomocnych przedstawicieli Rzeczypospolitej Polskiej w innych państwach i przy organizacjach międzynarodowych.

Prezydent Stanów potrzebuje do tego rady i zgody Senatu, za to obsadza też sędziów Sądu Najwyższego oraz wszystkich innych funkcjonariuszy Stanów Zjednoczonych urzędy utworzone ustawą.

Prezydent Stanów Zjednoczonych powinien od czasu do czasu kierować do Kongresu orędzie o stanie Państwa.
Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej może zwracać się z orędziem do Sejmu, do Senatu lub do Zgromadzenia Narodowego. Sejm, Senat lub Zgromadzenie Narodowe nie może nad orędziem dyskutować.


Akty urzędowe Prezydenta Rzeczypospolitej wymagają dla swojej ważności podpisu Prezesa Rady Ministrów, który przez podpisanie aktu ponosi odpowiedzialność przed Sejmem.

Prezydent Stanów Zjednoczonych nie ma takich problemów.


W razie nadzwyczajnych okoliczności prezydent Stanów Zjednoczonych może zwołać obie izby lub jedną z nich.

Prezydent RP może w sprawach szczególnej wagi może zwołać Radę Gabinetową.
Może też sobie powoływać i odwoływać szefa swojej kancelarii.


Prezydent Stanów zostaje usunięty z urzędu w razie postawienia przez Izbę Reprezentantów w stan oskarżenia i skazania za zdradę, przekupstwo lub inne ciężkie przestępstwa albo przewinienia.

Prezydent Rzeczypospolitej za naruszenie Konstytucji, ustawy lub za popełnienie przestępstwa może być pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu.


Prezydenta Stanów Zjednoczonych wybiera się we wtorek.
Wtorek jest dniem roboczym.

Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej wybiera się w niedzielę.
Niedziela jest dniem wolnym od pracy.

środa, 21 stycznia 2009

Ribben-Młotow

Z cyklu: „Bohaterowie podręczników”.

Jest 1932r. ZSRR zawarł właśnie traktaty o nieagresji z Francją i Polską.

Siedem lat tłustych?

Rok 1939r. W nocy z 23 na 24 sierpnia w Moskwie minister spraw zagranicznych Niemiec von Ribbentrop oraz ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRR Mołotow podpisali pakt o nieagresji. Niemcy i ZSRR miały na jego mocy nie występować przeciwko sobie, nie wspierać państw stępujących zbrojnie przeciw sygnatariuszowi i nie przystępować do ugrupowania państw podejmujących działania przeciwko drugiej stronie paktu.
Już w 1941 roku ZSRR złamał ten pakt.

Istotniejszy dla Polski był drugi protokół, utajniony, którego istnieniu Związek Radziecki zaprzeczał, póki sam istniał. Zawierał ustalenia podziału Europy środkowo-wschodniej pomiędzy sygnatariuszy paktu oraz granicę stref ich wpływów na obszarze Polski wzdłuż linii Narwi, Sanu i Wisły.

Wolne ręce w sprawie polskiej

W konsekwencji Niemcy mogły rozpocząć wojnę z Polską bez obawy, że wesprze ją ZSRR.

Wojska radzieckie mogły spokojnie wkroczyć do Polski 17 września 1939r.
Specjalność ZSRR – fikcyjne wybory – stały się rzeczywistością po wkroczeniu Armii Czerwonej; zajęte obszary – zgodnie z wynikami głosowania – wcielono do republiki białoruskiej i ukraińskiej.

ZSRR: po stronie wygranych

Towarzysz Wiaczesław Mołotow, urodzony w 1890r.
Od 1926 roku członek Politbiura. Po śmierci Lenina poparł Stalina. Dzięki temu został premierem Związku Radzieckiego już w 1930r. Szczególnie gorliwie realizował stalinowski projekt wielkiej czystki.
W maju 1939r. zastąpił Litwinowa, dotychczasowego komisarza spraw zagranicznych, podobno prozachodniego.
Sześć dni po pakcie z Niemcami podpisał kolejny: tym razem będący już faktycznym, czwartym rozbiorem Polski.
Emerytowany w 1961 roku.
Zmarł, kiedy do stu lat brakowało mu czterech.

III Rzesza: główny przegrany

Nazista Joachim Ribbentrop, urodzony w 1893r., od 1925r. von Ribbentrop, kupiec.
Od maja 1932r. w NSDAP.
Od września 1936r. – SS-Obergruppenfϋhrer.
Od 1938r. - minister spraw zagranicznych.
Przekonywał Hitlera, że nie warto dotrzymywać międzynarodowych zobowiązań, bo Wielka Brytania jest nieprzygotowana do wojny.
Trzy lata młodszy od Mołotowa, żył od niego o czterdzieści trzy lata krócej.
Stracony według orzeczenia sądu w Norymberdze piętnaście lat przed odejściem Mołotowa na emeryturę.

wtorek, 15 lipca 2008

Pierwszy

Pokój redakcyjny nie jest duży. Mieszczą się w nim trzy biurka, po-PRL-owska komódka, na niej stary telewizor. Za nim, spiętrzone wprost na podłodze, grube kroniki Klubu Dziennikarzy w czarnych okładkach. We wnęce niepozorna, ciemnoszara szafa zamykana na klucz. Kremowe ściany, szarozielona wykładzina, za oknami – szara ściana przeciwległego skrzydła i zielony o tej porze pejzaż Krakowa, z którym współgrają dwie pary zielonych drzwi: jedne, wejściowe, i drugie, które prowadzą do sąsiedniego pokoju i które zawsze są zamknięte, dzięki czemu można przy nich postawić biurowe krzesło z zepsutym oparciem i siedzi się całkiem wygodnie.

Pokój nie ma numeru: na portierni trzeba poprosić o klucz do TV-3. Portier pyta wtedy podejrzliwie: A od kogo ma pani pozwolenie? Później tłumaczy: wie pani, gdyby tak wszyscy, to każdy mógłby wszędzie wejść. O, tu proszę podpisać.

Punktualność jest wskazana, przynajmniej za pierwszym razem. Były panie umówione? Tak? Momencik – strażnik chwyta z słuchawkę i po chwili mówi: drugie piętro, proszę usiąść i poczekać. Dyrektor ma zebranie. Na drugim piętrze przy dwóch palmach i przeszklonej ścianie wychodzącej na dziedziniec zielona kanapka dla gości dyrektora. Przechodzący rzucają nam zaciekawione spojrzenia: takie dwie, obcas, kolano, makijaż, fryzura, do dyrektora? Czekamy. Nikt o nic nie pyta. Patrzą tylko. Gdyby jednak ktoś, od razu byłoby łatwiej, już nie my-oni, albo przynajmniej już nie tak bardzo. W końcu – nareszcie – pytanie: A panienki co tutaj robią? Bo ja tu pracuję – i już można powiedzieć, że praktyki, że dyrektor, że zebranie się przedłuża, można przesunąć się na ciasnej kanapce, przegrzebać torebkę w poszukiwaniu jakiejś kartki, długopisu, kolorowe cienkopisy też mam, o, zobacz, czerwony i zielony. W sam raz, żeby narysować kwiatki, a Wiktoria lubi rysować. Potrafi nawet napisać: WIKI, ale więcej jeszcze nie, bo ma dopiero pięć lat.

Sekretarka prosi nas do gabinetu. Dyrektor nie jest w najlepszym humorze. Ale zgadza się, podpisuje, osobiście prowadzi nas do odpowiednich działów. Redakcja reportażu jest na pierwszym piętrze, niedaleko newsroomu. W środku - pusto. Później się przekonam, że pokój redakcyjny to ostatnie miejsce, w którym można znaleźć redaktora naczelnego. Na razie nie wiem jeszcze, że mogę wejść do środka; stoję na korytarzu i oglądam Kraków zza oszklonych drzwi prowadzących na taras. Czekam. Pierwsze, czego uczy telewizja, to cierpliwość.

Maciek

W końcu przychodzi pan Maciek – szef redakcji reportażu. Po tygodniu będziemy już na „ty”. Rzuca okiem na podanie, przegląda moje CV, potem mówi: proszę znaleźć sobie temat, dostanie pani operatora z kamerą, potem montaż, zaraz dam pani wzór planu dnia zdjęciowego. O czym chce pani robić materiał?

Maciek: brunet, półdługie włosy, garbaty nos. W nieśmiertelnej czarnej marynarce i dżinsach, nigdy nie myje szklanek po kawie. Jeśli skończą się czyste, po prostu kupuje kawę w bufecie. (Zresztą w redakcji podobno nikt nigdy nie zmywał do czasu pojawienia się praktykantki.) Maciek jest po FAMU, po historii sztuki na UJ i kursie reżyserii u Wajdy. Jest też szefem Redakcji Reportażu i Form Dokumentalnych Telewizji Kraków od momentu jej powstania, czyli od niecałych pięciu miesięcy; wcześniej był wolnym strzelcem. Jeśli masz sprawę do Maćka, są dwa sposoby, żeby spotkać się z nim w budynku telewizji. Albo masz jego numer, dzwonisz i znajdujesz go, albo nie masz, wtedy przychodzisz do pokoju redakcyjnego i czekasz. Czasami przychodzi.

Miłosz

To jest pani praktykantka – mówi Maciek i moją rękę ściska szatyn, na oko trzydziestoletni, w okularach, z początkami brody i brązowej marynarce na czarnej bluzie z kapturem. Potem dowiem się, że ma dwadzieścia siedem lat, metr dziewięćdziesiąt wzrostu i jest po wylewie, który sparaliżował mu prawą połowę ciała, ale tego już prawie nie widać. Czasem tylko ma skurcze. Miłosz skończył politologię; został dziennikarzem, bo nie miał pojęcia, kim chce być. Wypada z pokoju tak samo szybko, jak do niego wpadł, a ja jeszcze nie wiem, że pracuje w tej redakcji i że do niego należy biurko zawalone książkami, papierami, taśmami upchanymi wokół starego Compaqa, z kubkiem z napisem „Nowa Huta” i kawałkiem szlabanu pociętego przez spoconego starostę czy marszałka na którejś z granic przy okazji wchodzenia do Schengen.
Poza tym dowiaduję się, że zebranie redakcji odbywa się raz w tygodniu i będzie pojutrze. A redakcja pracuje codziennie.

Zebranie

Zebranie redakcji odbywa się w sali na dole, obok bufetu. Kiedy wracam z kawą, Maciek i kilku reportażystów? reporterów? dziennikarzy pracujących w redakcji? – tego do końca nie wiadomo - siedzą już przy długim stole. Za Maćkiem duże szklane drzwi, prowadzące na taras; widać przez nie zielony park – kasztany, lipy, brzozy, i czasami wiewiórkę. W sali nie ma zegara; tylko ten, kto spogląda na własny, wie, ile spóźniają się reporterzy. Omawiają tematy. Dzwoni czyjś telefon, ktoś inny podaje kontakt do swojego znajomego, który może pomóc przy realizacji materiału. Maciek kończy kawę. Idziemy na kolaudację.
Będziemy oglądać materiał, który właśnie został zmontowany –wyjaśnia Maciek. W drodze z pokoju redakcyjnego do przeglądówki dowiaduję się, że kolaudacja to nie uzgadnianie obrazu z dźwiękiem, ale rodzaj cenzury. Po obejrzeniu pierwszego materiału Maciek wciąż w dobrym humorze prosi mnie o uwagi kolaudacyjne. W końcu jestem na praktykach.

Zdjęcia

Za pół godziny wyjeżdżam na zdjęcia. Jedziesz? – rzuca Miłosz przez ramię zza biurka. Mamy jechać do teatru zrobić materiał o premierze jednego z głośnych przedstawień; potem trzeba nakręcić wywiady z panią dyrektor i panią mecenas wystawy w Fabryce Schindlera. Piętnaście minut przed wyjazdem okazuje się, że premiera przedstawienia została przesunięta. Powtórne planowanie zdjęć, przy okazji uczę się kilku nowych przekleństw.

Telewizja Polska jest jedyną telewizją na świecie, która ma własnych kierowców – powiedział mi ktoś. Wybiegamy z budynku telewizji; na parkingu w białym fordzie czeka już kierowca, a z nim operator i dźwiękowiec. W pięcioosobowym mondeo jest jeszcze jedno miejsce – w sam raz dla praktykantki.
Kierowca w TVP to człowiek, który prawdopodobnie wie wszystko o wszystkich. Dlaczego? Bo wozi różne ekipy. Ekipy dzielą się na te, które szanują dyrektora i na te, które mają pewne zastrzeżenia. Kierowca szanuje albo ma zastrzeżenia w zależności od tego, kogo wiezie.

Co robi praktykantka na zdjęciach? Trzyma blendę. Skacze do sklepu po wodę. Czeka w samochodzie, kiedy reszta idzie po coś do jedzenia. Obserwuje, co kto robi i w jaki sposób. Co robi redaktor, co robi operator, co robi dźwiękowiec, jak ustawić bohatera, jakie pytania mu zadać. Ludzie z zewnątrz traktują praktykantkę jak członka ekipy. Członkowie ekipy traktują praktykantkę jak człowieka z zewnątrz.

Montaż

W montażowni nie wolno palić. Ale są sposoby na to, żeby oszukać czujnik ognia; na przykład otwiera się szeroko okno. Przez okno widać drugie skrzydło budynku. Jeśli ma się okno w dobrym miejscu, nie wychodząc z pokoju można wiedzieć, kto akurat jest u siebie. Okna gabinetu dyrektora wychodzą tylko na dziedziniec; widać z nich, kto przyszedł, przyjechał, kto wychodzi. Widać park.

Szybko dowiaduję się, co to off, setka, przebitki. Że najważniejsze jest to, jak dogadujesz się z montażystą. On może wszystko zepsuć – albo stworzyć arcydzieło. Dobrze jest, żeby przyjść na montaż z własnymi notatkami, żeby już mieć przejrzany swój materiał, wypisane setki: o, widzisz - najpierw czas, godziny, minuty i sekundy na taśmie, potem pierwsze i ostatnie słowo. Wtedy przekazujesz montażyście własną wizję. A jeśli dobrze się znacie, nie protestuje tak bardzo, i montaż idzie sprawnie i szybko.

Żeby stworzyć siedem dobrych minut reportażu, potrzeba siedmiu godzin. Jak ktoś jest naprawdę dobry, ma wprawę, zrobi to w sześć, albo nawet pięć i pół godziny. Dużo zależy od autora: jak przychodzi, a wcześniej nawet nie zajrzał do materiału, od razu wiadomo, że montaż potrwa dłużej. Najlepiej, jak zrobi sobie notatki i tylko podaje: czas – i cytat; wtedy praca idzie piorunem. Najgorzej, jak przychodzi taka pani B.; nie wie, czego chce, nie wie, co wyciąć, a co zostawić. Kolejność ma do d…, a potem trzeba poprawiać, bo po kolaudacji Maciek dzwoni i mówi: Setkę z czwartej minuty wrzuć na początek, potem to, jak jedzie na rowerze, dalej niech idzie, jak jest, ten obraz bez dźwięku albo wyrzuć, albo coś tam trzeba podłożyć, bo tak to zostać nie może. A poprawiać można w nieskończoność.

Temat

- Nie, nie, nie. Musisz sobie dobrze zapamiętać, że nie robimy materiałów o wariatach, szaleńcach i kulturze. To ma być reportaż społeczny – mówi Maciek, kiedy słyszy kolejną propozycję tematu. Nowa Huta odpada; na ten temat powstało już zbyt wiele reportaży. Musi być bohater i kontrbohater – chyba, że chcesz robić portret? Ale portret jest trudniejszy… I na początek proponuje mi dokumentację do zupełnie innego tematu. Błysk w oku, ręce kreślą w powietrzu niewidzialne linie; nawet tytuł już mam - mówi.

Tytuł jest czasem większym problemem niż temat. Najlepsze tytuły wymyślają znajomi.
Realizacja tematu nie zawsze jest łatwa. Oglądamy materiał do reportażu o Romach. Nie za dobry - część jest nagrana bez dźwięku. To dlatego, że wywiązała się bójka i operator kamery musiał rozłączyć się z dźwiękowcem. W takiej sytuacji przede wszystkim chroni się sprzęt.

Po dwóch tygodniach Maciek nie krzywi się już tak bardzo, kiedy rzucam kolejną propozycję. I w końcu: tak, to możesz zrobić. Idź tam, najpierw dokumentacja, potem napiszesz plan dnia zdjęciowego, damy ci operatora.

Pełna obaw idę do szkoły specjalnej, o której mam robić reportaż. Układam w myślach rozmowę z panią dyrektor, szukam argumentów, które sprawią, że udzieli mi zgody. Nie przydają się na nic: kiedy mówię, że reportaż, że telewizja, słyszę: Tak się składa, że nie mogę powiedzieć nic innego niż – chwila ciszy, ona znacząco się uśmiecha, ja w napięciu czekam na jej słowa - tak. Chwilę rozmawiamy, później osobiście prowadzi mnie do dyrektor podstawówki, pani Małgorzaty, która oprowadza mnie po szkole. Wyjaśniam, co chcę zrobić, jakie pracownie nagrać, z kim porozmawiać. Podchodzimy do grafika. Pan, który prowadzi reżyserię dźwięku, jest we wtorki i środy. Inne pracownie SA otwarte codziennie, trzeba ułożyć wszystko pod pana Damiana. Umawiamy się na wtorek. Obiecuje, że uprzedzi o mojej wizycie nauczycieli i opiekunów pracowni, będę mogła wejść wszędzie. W końcu się żegnamy. Nie mówię jej, że to mój pierwszy reportaż.